Przejdź do treści

Niezwykłe świadectwo Katarzyny… ŚWIATŁOŚĆ W CIEMNOŚCI #Ojcze nasz, któryś jest w niebie…

Chciałam podzielić się z Wami wyjątkowym zdarzeniem, które miało miejsce  tydzień temu podczas nabożeństwa dla młodzieży ,,Światłość w ciemności” w Kaplicy Sióstr Niepokalanek w Nowym Sączu.

Było To dla mnie tak niezwykłe i wzruszające przeżycie, że kiedy wróciłam do domu przelałam to wszystko na papier. Wczoraj będąc w Sanktuarium św. Rity na niedzielnej Mszy św., usłyszałam w sercu po przyjęciu Komunii św. słowa, że mam podzielić się moim świadectwem …nie zostawiać go tylko dla siebie… Może choć Jednej Osobie pomoże chociaż zdanie z tego co piszę. Mnie uzdrowiły słowa, które usłyszałam właśnie w Kaplicy Sióstr Niepokalanek…

Wracając tydzień temu w Niedzielę z pracy z dyżuru przypomniałam sobie, że dzień wcześniej rozmawiałam z koleżanką, która powiedziała mi, że wieczorem jest nabożeństwo dla młodzieży w Białym Klasztorze. Pomyślałam, że ja niestety do wieczora jestem w pracy. Jadąc do domu z pracy przypomniałam sobie o tej Mszy. Spojrzałam na zegarek. Było kilkanaście minut po 19-stej. Jakieś ogromne pragnienie uczestniczenia w Tej Mszy świętej sprawiło, że podjechałam pod Biały Klasztor. Różne myśli krążyły mi po głowie. Nie jestem już długi czas młodzieżą, więc nawet to, że trochę będę odstawać z racji wieku od młodych ludzi mnie zniechęcało. I zmęczenie po dwunastogodzinnym dyżurze też chciało mnie zatrzymać. Dziś wiem, że to była taka wewnętrzna walka w moim sercu. Zło chciało wygrać i nie dopuścić do tego, żebym wzięła udział w tej Mszy. Próbowałam przegonić te złe myśli. Wysiadłam z auta i idąc w stronę Kościoła zaczęłam się modlić. Otworzyłam bramę i weszłam. Idąc przez park przypomniałam sobie, jak kilkanaście lat temu jako mała dziewczynka zbierałam tu kasztany. Po lewej stronie niewielki budynek, w którym miałam katechezę i przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej… Tu kiedyś była moja parafia… mieszkałam niedaleko, na osiedlu. Nagle poczułam ogromny ból. Wróciły mi wspomnienia… jakby cofnął się czas. Przypomniałam sobie, jak nie raz przechodziłam przez ten park w nocy…. w poszukiwaniu ojca, który znów gdzieś zapił i nie wrócił na noc do domu. Odżyło we mnie mnóstwo smutnych i bolesnych wspomnień. Zaczęłam wracać do samochodu, bo pomyślałam, że nie znajdę w sobie dość siły by wejść do środka Klasztoru. Wszystko we mnie płakało. Jakbym znów była tamtą dziewczynką, która ma przyklejony uśmiech, bo nikt nie może zobaczyć, że w moim domu jest takie piekło. Dom skażony alkoholem niesie rozpacz. Ten kościół kojarzył mi się z trudnym dzieciństwem i młodością. Mój dom nie był domem pełnym ciepła, nie był azylem bezpieczeństwa. Zaczęłam się modlić do świętej Rity i Ojca Pio. Bardzo wierzę, że za ich wstawiennictwem można wyprosić u Boga wiele łask dla siebie i bliźnich.  I nagle przyszła mi myśl, że moje dzieciństwo to jest przeszłość,  która teraz już nie ma władzy nade mną, a tam w Kaplicy jest Matka Boża, która jest moją Matką i tam na mnie czeka. Maryja może uzdrowić moją przeszłość. Może uleczyć moje rany, tak by została tylko blizna. Bez wahania już skierowałam swoje kroki w stronę Kaplicy. Weszłam do środka. Idąc przez długi korytarz połykałam łzy. Jakiś paraliżujący strach znów chciał mnie zatrzymać. Zaczęłam modlić się modlitwą ,,Zdrowaś Maryjo”. Kiedy weszłam do Kaplicy i zobaczyłam Matkę Bożą spoglądającą na mnie poczułam ogromne ciepło… takie wszechogarniające ciepło i radość. Poczułam, że jestem Dzieckiem Boga i Maryi. To było dla mnie niezwykłe.

Przez całą Mszę świętą oczami duszy widziałam różne obrazy z dzieciństwa. Nie tylko te złe, ale również dobre. Bo w moim dzieciństwie też zdarzały się dobre rzeczy. Podczas tej Mszy świętej zobaczyłam to bardzo wyraźnie. Każdy etap życia niesie ciemne i jasne barwy. Teraz chcę pamiętać tylko te dobre chwile i na nich skupiać wzrok.

Bardzo dotknęły mnie słowa, które  ksiądz Damian mówił o Bogu Ojcu- o Bogu, który nas kocha i jest naszym Tatą. Ogromnie poczułam tę miłość moich Niebieskich Rodziców. Wcześniej miałam bardzo zniekształcony Obraz Boga Ojca, który kojarzył mi się z surowym karcącym za wszystko moim ziemskim ojcem. Ja długie lata modliłam się tylko do Jezusa. Matka Boża i Bóg Ojciec kojarzyli mi się gdzieś podświadomie z ziemskimi rodzicami i nie umiałam się do nich modlić. Podczas kazania Księdza pomyślałam, że wszystkie braki moich biologicznych rodziców może wypełnić Matka Boża i Bóg Ojciec, którzy kochają mnie miłością doskonałą. Ja na tę Miłość mogę odpowiedzieć bez obawy, że zostanę zraniona. Bogu Ojcu i Maryi mogę zaufać bezgranicznie. Tak jak Ksiądz mówił w kazaniu ,,Nie jestem sierotą”.

Kiedy Ksiądz Andrzej – dziękując- za kazanie powtórzył jeszcze raz słowa wypowiedziane wcześniej przez Księdza Damiana ,,NIE JESTEM SIEROTĄ” miałam wrażenie, jakby coś ze mnie spadło. Jakiś ogromny ciężar spadł na ziemię i się rozbił. Poczułam niezwykłą lekkość. Uświadomiłam sobie, że ja nosiłam w sobie tyle lat uczucie, którego nie umiałam nazwać, a które towarzyszyło mi nie tylko w dzieciństwie, ale także w dorosłym życiu. Przez lata czułam się jak sierota, a dziś na tej Mszy świętej ta rana została uzdrowiona. Uczucie, które przez długie lata nosiłam w sercu zostało odkryte i nazwane. Nie czuję już tego bólu osierocenia. Moimi Rodzicami są Matka Boża i Bóg Ojciec. Już NIE JESTEM SIEROTĄ. Cała ta Msza święta była dla mnie dziękczynieniem, bo uświadomiłam też sobie, że w moim trudnym dzieciństwie Matka Boża i Bóg Ojciec byli zawsze i otaczali mnie opieką.  Troszczyli się o mnie. Kiedyś tak wyraźnie tego nie widziałam. Jako dziecko miałam żal do Boga, że w takim domu muszę dorastać. Zawsze czułam się gorsza i niekochana. Czułam, że nie zasługuję na żadną miłość. W moim domu, gdzie było tyle przemocy i agresji nie doszło do tragedii. Matka Boża i Bóg Ojciec czuwali nad moją rodziną. Tak, teraz to widzę. Po Mszy świętej przyszła mi myśl, aby tę małą dziewczynkę, która tak we mnie płakała, gdy tu wchodziłam na Mszę świętą,  zostawić w tej kaplicy pod opieką Matki Bożej. Tak też zrobiłam. Zostawiłam siebie z dzieciństwa w tej kaplicy bez żalu, z poczuciem,  że tu będzie bezpieczna i zmory przeszłości już nie będą jej przerażać. Ta mała dziewczynka przestała płakać…

Wychodząc z kaplicy pomyślałam, że jest we mnie całkiem nowa ,,JA”. Jakbym była narodzona na NOWO… I NIE JESTEM JUŻ SIEROTĄ… mam CUDOWNYCH RODZICÓW, którzy są przy mnie w każdej chwili mojego życia i to napawa mnie ogromną radością i wdzięcznością. Dziś wiem, że warto przełamywać swój lęk, podszepty zła i iść za natchnieniami, które z Bożej łaski rodzą się w sercu. Czasem warto stoczyć wewnętrzną walkę i się nie poddać. Bóg dla każdego z nas przygotował piękny plan i może uzdrowić rany, które nosimy w sercu. Bóg nie uzdrowi nas bez naszego udziału. Trzeba pozwolić Mu się prowadzić, a zaczną dziać się cuda.

Bóg często uzdrawia nas poprzez słowa, które usłyszymy z ust powołanych przez Niego osób. Bogu Ojcu i Maryi niech będą dzięki za tę wspólnotę „Sącz Boga” i za Kapłanów, którzy z wielkim zaangażowaniem i ofiarnością w niej posługują. Bóg często prowadzi nas niezrozumiałymi dla nas drogami,    które z czasem okazują się dla nas właściwe i nas uzdrawiają. Trzeba Mu zaufać. Bogu Ojcu i Maryi niech będzie chwała i cześć, że zaprowadził mnie na to Nabożeństwo!

Dzisiaj rano otworzył mi się taki tekst z fragmentu pism Ojca Pio – chyba jako puenta tego świadectwa:
,,Staraj się Nieustannie składać Panu w ofierze własne życie i wszystko, co tylko potrafisz znieść i wytrzymać, a Jezus dopełni reszty i On jako prawdziwy Władca będzie panował w twoim sercu. Tylko ON JEST PRAWDZIWYM PANEM. Amen.

Katarzyna